- Jasne, że chce! - odpowiedziałam - No to może w sobotę tutaj o 11:00?
- No to jesteśmy umówieni - powiedział z uśmiechem.
Ruszyliśmy do Akademii. Po drodze rozmawialiśmy o czymś bezsensownym. Zatrzymaliśmy się przed Wielką Salą, by się pożegnać.
- To do soboty - oznajmiłam radośnie.
- Do soboty - odpowiedział.
Weszliśmy do Wielkiej Sali i siedliśmy przy swoich stołach. Po kolacji poszłam do dormitorium. Nie miałam niczego w planach, więc siedziałam tam do wieczora.
Następnego dnia poszłam na lekcje. Lubiłam piątki, bo po nich jest oczywiście weekend. Tego dnia nic ciekawego nic ciekawego się nie działo. Po lekcjach poszłam do biblioteki, poczytałam troszkę o Transmutacji i Muzykologii, a wieczorem pospacerowałam po dziedzińcu. W końcu doczekałam się soboty. Zeszłam rano na śniadanie. Głównym tematem był Bal Bożonarodzeniowy, na który się nie wybierałam, bo nie miałam partnera, a w dodatku nie za dobrze tańczę. Po śniadaniu poszłam szybko się przebrać i ruszyłam do Wijącego Tunelu. Vako już tam na mnie czekał, razem z deską.
- Cześć Vako! - powiedziałam idąc w jego stronę.
- Hej Vija - odpowiedział na powitanie.
- To jak, zaczynamy lekcję?
- Zaczynamy - uśmiechnął się lekko.
Popchnął do mnie deskę, którą zatrzymałam nogą.
- Wskakuj - zachęcił mnie.
Podszedł i podał mi rękę. Spróbowałam wejść na nią 'bez trzymanki', ale po chwili chłopak musiał mnie złapać. Po jakimś czasie nauki coraz lepiej mi szło i coraz rzadziej się wywalałam.
- Jedyna lekcja, na której miałabym same Trolle - zaśmiałam się nerwowo, gdy straciłam równowagę.
- A jedyne co byś zaliczała to gleby - parsknął Vako.
- Ej! Tego nie powiedziałam. Uważam się za inteligentną dziewczynę - odparowałam najbardziej poważnym tonem na jaki było mnie stać. Chłopak zrobił kpiącą minę, po czym oboje się roześmialiśmy. Po paru minutach nieustannego brechtania się usiedliśmy na korzeniu drzewa i patrzyliśmy na promienie jesiennego słońca przeświecającego przez brązowe liście.
- Ciekawa jestem kiedy spadnie śnieg... - rzuciłam w przestrzeń - Lubię zimę. Mimo, iż jest zimno to można lepić bałwany, rzucać się śnieżkami, jest Wigilia, Boże Narodzenie, sylwester - powiedziałam entuzjastycznie - No i jest ten nieszczęsny Bal... - dodałam.
Vako?
- No to jesteśmy umówieni - powiedział z uśmiechem.
Ruszyliśmy do Akademii. Po drodze rozmawialiśmy o czymś bezsensownym. Zatrzymaliśmy się przed Wielką Salą, by się pożegnać.
- To do soboty - oznajmiłam radośnie.
- Do soboty - odpowiedział.
Weszliśmy do Wielkiej Sali i siedliśmy przy swoich stołach. Po kolacji poszłam do dormitorium. Nie miałam niczego w planach, więc siedziałam tam do wieczora.
Następnego dnia poszłam na lekcje. Lubiłam piątki, bo po nich jest oczywiście weekend. Tego dnia nic ciekawego nic ciekawego się nie działo. Po lekcjach poszłam do biblioteki, poczytałam troszkę o Transmutacji i Muzykologii, a wieczorem pospacerowałam po dziedzińcu. W końcu doczekałam się soboty. Zeszłam rano na śniadanie. Głównym tematem był Bal Bożonarodzeniowy, na który się nie wybierałam, bo nie miałam partnera, a w dodatku nie za dobrze tańczę. Po śniadaniu poszłam szybko się przebrać i ruszyłam do Wijącego Tunelu. Vako już tam na mnie czekał, razem z deską.
- Cześć Vako! - powiedziałam idąc w jego stronę.
- Hej Vija - odpowiedział na powitanie.
- To jak, zaczynamy lekcję?
- Zaczynamy - uśmiechnął się lekko.
Popchnął do mnie deskę, którą zatrzymałam nogą.
- Wskakuj - zachęcił mnie.
Podszedł i podał mi rękę. Spróbowałam wejść na nią 'bez trzymanki', ale po chwili chłopak musiał mnie złapać. Po jakimś czasie nauki coraz lepiej mi szło i coraz rzadziej się wywalałam.
- Jedyna lekcja, na której miałabym same Trolle - zaśmiałam się nerwowo, gdy straciłam równowagę.
- A jedyne co byś zaliczała to gleby - parsknął Vako.
- Ej! Tego nie powiedziałam. Uważam się za inteligentną dziewczynę - odparowałam najbardziej poważnym tonem na jaki było mnie stać. Chłopak zrobił kpiącą minę, po czym oboje się roześmialiśmy. Po paru minutach nieustannego brechtania się usiedliśmy na korzeniu drzewa i patrzyliśmy na promienie jesiennego słońca przeświecającego przez brązowe liście.
- Ciekawa jestem kiedy spadnie śnieg... - rzuciłam w przestrzeń - Lubię zimę. Mimo, iż jest zimno to można lepić bałwany, rzucać się śnieżkami, jest Wigilia, Boże Narodzenie, sylwester - powiedziałam entuzjastycznie - No i jest ten nieszczęsny Bal... - dodałam.
Vako?
~*~
~*~
~*~




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz