Siedziałem, jak zwykle, tuż obok Ell i jadłem śniadanie w postaci mojego ulubionego croissanta z dżemem brzoskwiniowym. Mimo niewyspania, miałem całkiem dobry humor. W ogóle całe Ombrelune zdawało się być w znakomitej formie. Nawet Ellie była dosyć rozluźniona. Co raz padały dowcipy i anegdotki, którymi najczęściej sypał Percy. Ja z Davidem też nie próżnowaliśmy, choć obyło się bez rzucania jedzeniem. Salwy śmiechu od naszego stołu rozchodziły się po całej wielkiej sali, czemu nauczyciele przyglądali się z pełną dozą podejrzliwości.
- Ej, wiecie co robi Adam przy obiedzie? - wyszczerzyła się Ell. Zaraz spróbuje zabłysnąć. - Jeleń! - powiedziała z triumfem.
- To nie było śmieszne - z satysfakcją potargałem jej włosy.
- Dobre, Ell - David przybił dziewczynie żółwika.
- Hej, Blondasku! - zwróciłem się do przyjaciela. - Wiesz, jakie jest ulubione danie Chucka Norrisa?
- Jakie?
- Danie w mordę - w momencie, gdy to powiedziałem, rozsmarowałem mu dżem na twarzy.
- Diabeł, ty kutasie! - wrzasnął, wycierając się rękawem.
W tym samym momencie zauważyłem, że przy innych stołach również podniósł się gwar. Odwróciłem się i wzrokiem zacząłem szukać powodu śmiechu całej sali. Nie trwało to długo, właściwie rozwiązanie przyszło do mnie samo: przy stole Luniaków usiadła ta nowa z niebieskimi włosami. Miała koszulkę ubraną tyłem do przodu. Widziałem, że ludzie trącali się łokciami i pokazywali ją palcami. Laska na początku starała się to ignorować, jednak w końcu musiała się połapać, bo spojrzała w dół, na swoje ubranie, skrzywiła się i wybiegła z Wielkiej Sali.
- Ej, ja zaraz przyjdę - rzuciłem, podnosząc się z miejsca niemal w tym samym czasie, kiedy straciłem ją z oczu.
- Gdzie cię niesie? - spytała Ell głosem zdradzającym, że mało ją to obchodzi.
Już nie odpowiedziałem. Pognałem za dziewczyną. Słyszałem jej kroki w korytarzu, musiała więc skierować się do domu Ombrelune.
- Zielony glut - podałem hasło i wparowałem do pokoju wspólnego. Tam jej jednak nie było. Wyszedłem drugą stroną i po chwili marszu stanąłem pod drzwiami dormitorium pierwszoroczniaczek. Zapukałem.
- Proszę - usłyszałem cichy głos. Kiedy otworzyłem drzwi, moim oczom ukazała się siedząca na łóżku dziewczyna o megasmutnym wyrazie twarzy.
- Wszystko gra?
- O, to ty... Dlaczego przyszedłeś?
Zastanowiłem się.
- W sumie nie wiem... Pomyślałem, że jesteś trochę... Hm... Smutna? - usiadłem obok niej. - W ogóle jak ty masz na imię? Rosalie, tak?
Skinęła głową.
Rosalie?
- Ej, wiecie co robi Adam przy obiedzie? - wyszczerzyła się Ell. Zaraz spróbuje zabłysnąć. - Jeleń! - powiedziała z triumfem.
- To nie było śmieszne - z satysfakcją potargałem jej włosy.
- Dobre, Ell - David przybił dziewczynie żółwika.
- Hej, Blondasku! - zwróciłem się do przyjaciela. - Wiesz, jakie jest ulubione danie Chucka Norrisa?
- Jakie?
- Danie w mordę - w momencie, gdy to powiedziałem, rozsmarowałem mu dżem na twarzy.
- Diabeł, ty kutasie! - wrzasnął, wycierając się rękawem.
W tym samym momencie zauważyłem, że przy innych stołach również podniósł się gwar. Odwróciłem się i wzrokiem zacząłem szukać powodu śmiechu całej sali. Nie trwało to długo, właściwie rozwiązanie przyszło do mnie samo: przy stole Luniaków usiadła ta nowa z niebieskimi włosami. Miała koszulkę ubraną tyłem do przodu. Widziałem, że ludzie trącali się łokciami i pokazywali ją palcami. Laska na początku starała się to ignorować, jednak w końcu musiała się połapać, bo spojrzała w dół, na swoje ubranie, skrzywiła się i wybiegła z Wielkiej Sali.
- Ej, ja zaraz przyjdę - rzuciłem, podnosząc się z miejsca niemal w tym samym czasie, kiedy straciłem ją z oczu.
- Gdzie cię niesie? - spytała Ell głosem zdradzającym, że mało ją to obchodzi.
Już nie odpowiedziałem. Pognałem za dziewczyną. Słyszałem jej kroki w korytarzu, musiała więc skierować się do domu Ombrelune.
- Zielony glut - podałem hasło i wparowałem do pokoju wspólnego. Tam jej jednak nie było. Wyszedłem drugą stroną i po chwili marszu stanąłem pod drzwiami dormitorium pierwszoroczniaczek. Zapukałem.
- Proszę - usłyszałem cichy głos. Kiedy otworzyłem drzwi, moim oczom ukazała się siedząca na łóżku dziewczyna o megasmutnym wyrazie twarzy.
- Wszystko gra?
- O, to ty... Dlaczego przyszedłeś?
Zastanowiłem się.
- W sumie nie wiem... Pomyślałem, że jesteś trochę... Hm... Smutna? - usiadłem obok niej. - W ogóle jak ty masz na imię? Rosalie, tak?
Skinęła głową.
Rosalie?
~*~
~*~
~*~




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz